Prof.dr hab. Jan Garewicz 1921 - 2002 

Instytut Filozofii i Socjologii PAN 
Streszczenie artykułu "Jakuba Boehme spotkanie z Bogiem" Znak 12/1988 

ŹRÓDŁA ZŁA.

Jednym z głównych problemów filozoficznych które zamierza rozwiązać Jakub Boehme jest problem zła, jego źródeł, walki z nim i jego przezwyciężenia. Pierwszym jest zatem pytanie o źródła zła. Pytanie to jestjednym z tych, o których Kant pisał iż rozum ludzki "nie może uchylić albowiem zadaje mu jego własna natura, ale na które nie może również odpowiedzieć, albowiem przewyższają one wszelką jego możność.".(Krytyka czystego rozumu"). Z problemem zła uporać się musi każdy, kto przyjmuje ład moralny świata. Są dwa kierunki rozwiązania tego problemu. Jeden polega na uchyleniu pytania tak jak to zrobił Kant, a więc na uznaniu pytania za nierozwiązywalne a priori. Ale wraz z nim zostaje też uchylona wszelka etyka pretendująca do rozumowego uzasadnienia i pozostaje tylko, albo wiara w autorytet, albo wiara w nieomylność sumienia. Drugi kierunek polega na ucieczce przed takim zanegowaniem wartości rozumu w poszukiwaniu źródeł zła. W ramach tego kierunku umieszczamy Boehmego. 

TRZY DROGI I DROGA BOEHMEGO 

Racjonalne poszukiwania źródeł zła poszły trzema drogami: 1.Droga Augustyńska: złu nie przysługuje status bytu, jest czystym brakiem dobra. Tylko dobru przypisać można status bytu. Zło ma charakter negatywny, nie jest bytem lecz jego zaprzeczeniem, niebytem. Ład moralny ma charakter absolutny, tyle tylko że nie kiedy ulega zawieszeniu i na tej możliwości zawieszenia ładu zasadza się wolność woli. 2.Droga manichejska: dobro i zło nie różnią się w swoim statusie ontycznym. Pozytywnemu dobru przeciwstawia się równie pozytywne zł, a świat jest terenem ich walki. 3.Droga teodycei: w niej zło ma charakter pozytywny podobnie jak dobro. Ale w przeciwieństwie do koncepcji manichejskiej dobro i zło nie są równoprawne. Zło gra rolępodrzędną, co więcej służebną. Jest narzędziem dobre. Instrumentalny charakter zła dostrzec może z góry tylko istota, która jednym spojrzeniem ogarnia zarówno przeszłośc, jak przyszłość - absolut, Bóg. Wszelkie zło służy w ostatniej instancji dobru.

DROGA BOEHMEGO 

to rozwiązanie najśmielsze, a zarazem najdalsze od myślenia potocznego. Stawia ona człowiekowi nieludzkie wprost wymagania. Żadnej wiary w automatyzm, w siły które toczą walkę poza człowiekiem lub w lub w najlepszym razie jego wprawdzie rękami ale korzystając z jego nieświadomości. Bóg trancendentny i immanentny równocześnie stwórca, a zarazem twór ludzki. Uwzględnia ona genezyjski kontekst zła, rozstrzyga wielki dylemat odpowiedzialności za zło, akcentuje wolność człowieka, mądrość Boga, oraz optymizm. 

OSOBA BOEHMEGO 

Jakub Boehme zył w latach 1575-1624. Pochodził z chłopów, wykształcenia nie miał; umiał czytać i pisac, resztę dopełnił samouctwem. Nie znał żadnego języka prócz rodzimej niemczyzny, w niej wszystko napisał. Całe życie spędził na Łużycach nie dotarł nigdy dalej niż do Pragi i Drezna. Był szewcem, któremu do końca życia powtarzano "pilnuj kopyta".Był luteraninem, czy prawowiernym to inne pytaie, jest na ten temat cała literatura, podobnie nie zakończy się spór, czy był w ogóle prawowiernym chrześcijaninem. Do wyznania nie przywiązywał wagi, chrześcijaństwo w rozmaitych odcieniach nazywał kamiennym kościołem. Ale jedno z luteranizmu zaczerpnął niewątpliwie: codzienne obcowanie z Biblią, i nie tylko z Nowym. Lecz także a może nawet głownie ze Starym testamentem, a przde wszystkim z Księgą Rodzaju.

STWORZENIE W KONTEKSCIE ZŁA 

Od początku Boehmego dręczyła sprawa stworzenia świata i właśnie w kontekście zła. Wspomina w 19 rozdziale Aurory w jaką melancholię pogrążył go widok nieprawościrozwielmożnionej, triumfującej i jak nagle za bożym zrządzeniem, wszystko dla niego stało się jasne. Spróbujmy to wyłożyć możliwie zwięźle. 
1.Biblia zaczyna się od stworzenia świata. W ciągu kolejnych pięciu dni Bóg dokonuje kolejnych rozdziałów rozróżnia niebo i ziemię, światło i ciemności, ląd i wody, a więc dokonuje podstawowych podziałów dychotomicznych, po czym przechodzi do rozróżnień bardziej szczegółowych: tworzy ciała niebieskie, rośliny i zwierzęta, w dniu szóstym jako ukonstytuowanie stworzeniatworzy człowieka. Każdego dnia ogląda swe dzieło i stwierdza z zadowoleniem, że jest dobre, a siódmego w poczuciu spełnionej pracy spoczywa. Teraz zaczyna się historia Adama w raju, z początku sielankowa. Adam rozmawia z Bogiem, nie doznaje żadnych potrzeb, a Bóg przyprowadza przed niego zwierzęta aby je nazwał, czyli poznał ich istotę, bo nazwa nie jest tu tylko dźwiękiem, lecz sygnaturą rzeczy, ich znaczeniem. 

2.PIERWSZY ZGRZYT 

I nagle pojawia się pierwszy zgrzyt. Bóg stwierdza że nie dobrze człowiekowi jest być samemu. Adam zasypia, a po obudzeniu stoi koło niego kobieta - jedność uległa rozdwojeniu. Odtąd wszystko porusza się po równi pochyłej wtym świecie, który Bóg uznał za dobry. Najpierw następuje zakaz spożywania owocu z drzewa wiadomości, zakaz własciowie niezrozumiały; potem niewiadomo skąd pojawia się wąż kusiciel. Ewa zrywa jabłko, daje Adamowi, obojgu łuski spadają niejako z oczu: dostrzegają, że są nadzy, zjawia się dziwny gośc wstyd, na głos Boga chowają się w krzaki, ciąg dalszy wiadomy. Boehme w prawdziwośc opowieści nie wątpił nigdy, ale też nigdy nie miał wątpliwości że mamy do czynienia z tekstem zaszyfrowanym. Ale skoro szyfrem jest opowieść o stworzeniu, to może... szyfrem jest cały świat? Może nie świat należy tłumaczyć przez Pismo, lecz Pismo przez świat? Boehme nie był pierwszy, który wkraczał na te drogę. Szedł po niej Agruppa i Paracelsus i Wiegel. Bodźca dodatkowego dostarczyła Boehmemu teoria Kopernika. 

3.WIELKI DYLEMAT 

Wielki dylemat jaki stoi przed Boehmem brzmi: jak uznać Boga za Stwórcę świata, w którym pełno zła, bez obciążania go odpowiedzialnością za zło. Rozwiązanie manichejskie to zanegowanie Go jako Stwórcy, rozumienie augustiańskie to zanegowanie istnienia zła, w brew wszelkiej oczywistości. Teodycea to wykręt niegodny Boga, a na dodatek otworzenie furty dla doktryny predestynacji i pozbawienie człowieka jakiejkolwiek busoli moralnej. Boehme wie o niemożności teodycei na długo przed napisaniem przez Kanta słynnej rozprawy, ba na długo przed sformułowaniem samej nauki przez Leibniza. Musi być inne wyjście. Jakie? Biblia zaczyna się od stworzenia świata. Jej pierwsze wersety są nader niejasne. W wersecie drugim występuje dla określenia ziemi słowo pustka, chaos, bezkształt, a po nim następują słowa że duch który unosił się nad wodami, których wszak jeszcze nie było, jako że dopiero potem Bóg oddzielił ląd od wody. Ten werset odpowiednio zinterpretowany, stanowi podstawę całej koncepcji Boehmego. 

4.PYTANIE O POCZĄTEK. 

Przedmiotem tego pytania jest początek, ale nie w sensie czasowym ale idealnym. Jest to pytanie skąd wziął się byt. Nie natura pojęta jako byt stworzony, dla której wytłumaczenia można odwołać się do Stwórcy, lecz byt coś o czymmożna orzekać jakiekolwiek predykaty. Czy jest do pomyślenia cokolwiek, co poprzedza logicznie wszelkie ustanowienie? Pytanie to stoi już w neoplatonizmie. Byt cechuje w nim zróżnicowanie, tym, co go poprzedza jest Jedno, absolutne niezróżnicowanie. Ale zróżnicowaniem jest już podział na stwórcę i stworzenie. Jako Stwórca Bóg objawia się dopiero, gdy tworzy świat, nie do pomyślenia jest stwórca, który nic nie tworzy. A zatem przed pytaniem o stworzenie świata musi paść pytanie, skąd się wziął jego Stwórca. Boehme świadomy tu jest pewnych trudności. Co więcej jest skazany na język przystosowany do stworzenia, w którym nie tylko rozwiązania, ale także same problemy dają się wyrazić tylko metaforycznie. Stąd a nie tylko z braku nawyku do systematycznego myślenia, braku porządnej szkoły operował przeróżnymi nazwami na określenie tej samej rzeczy. Albowiem trzeba nazwać coś co wymyka się wszelkim określeniom. Obok "wiekuiste Nic" (od Eckharta), najważniejszym jest pojęcie Ungrund - Bezdeń. Jest ona czymś co nie ma dna, czyli podstawy i dlatego jest absolutnie pierwotna w stosunku do wszystkiego copodstawę psiada, lecz także czymś absolutnie niezróżnicowanym. Kluczowym pytaniem jest w jaki sposób byt wyłania się z bezdeni, czyli w jaki sposób dokonało się zróżnicowanie pierwotnej jedności. 

5.ZASADNICZE NOVUM 

Tutaj pojawia się zasadnicze novum w stosunku do koncepcji neoplatońskiej i Eckharta: Bezdeń Boehmego jest żywa. Nie zna czasu, ani przestrzeni, nie zna więc ruchu w sensie przemieszczania. Jest wszechogarniającą otchłanią, poza którą nie ma nic. Ale w niej samej jest życie, czyli ruch wewnętrzny, bezwiedny, bo wiedza wszelka zakłada już rozdwojeniena tego, kto poznaje, i to co poznawane. Określenie Bezdeń żyje, jest oczywiście zastosowaniem jedynie nam dostępnego języka do czegoś, co leży poza jego zasięgiem. Skazani jesteśmy na omówienia. Takim omówieniem też będzie, jeśli Bezdeń nazwiemy pulsowaniem lub falowaniem. Chodzi o oddanie sprawy najważniejszej owo życie Bezdeni ma charakter automotoryczny. Żadnego zewnętrznego impulsu być tu nie może. Ale skoro tak, to jej ruch musi być jej właściwością immanentną, a tym samym jedynym sposobem określenia czym jest Bezdeń, bez odwoływania się do jakichkolwiek realacji zewnętrznej, jest jest nazwanie jej wolą, bo tylko ona działa spontesua. 

6.FILOZOFIA WOLNOŚCI 

Filozofia w której kategorią naczelną jest Bezdeń okazuje się jak słusznie zauważył Bierdiajew - filozofią wolności. Mówiąc językiem heglowskim nie jest to jednak wolność od czegoś, lecz wolność do czegoś. Wolę pojmować tu trzeba jako slepe całkowicie nie ukierunkowane dążenie nie ukierunkowane, bo kierunek zakłada już jakieś relacje przestrzenno - czasowe. Wolność woli polega na tym, że szuka czegoś w czym mogłaby się zamanifestować. Ale niczego zewnętrznego wobec niej nie ma, wobec tego zamanifestować się może tylko w sobie samej, może w siebie samą mówiąc językiem Boehmego wniknąć, zapłodnić się sama. Ale to już jest pierwszy moment jej rozpadu: nie przestaje być wolą, staje się zarazem pożądaniem (Sucht). Nieposkromione dążenie zderza się z pragnieniem siebie samej, ekspansji towarzyszy koncentracja i w rezultacie powstaje napięcie, które musi wyładować w wypływie na zewnątrz. Cały ten proces ma charakter teogoniczny. Wola. Bóg - Ojciec rozmiłowuje się w sobie, czyli skupia w swym sercu, Bogu Synu, a ich stosunek wzajemny znajduje wyraz w Bogu Duchu. Ta Trójca to już Bóg, byt bez reszty jeszcze duchowy. Ten moment uchwyciła pierwsza księga Genezis pisząc, że duch boży unosił się nad otchłanią. 

7.MĄDROŚĆ BOŻA. 
Dopiero teraz pojawia się u Boehmego wątek Mądrości Bożej, niepokalanej dziewicy. Sprawa polega na tym, że ekspansja woli jej dążenie, by z Nic przekształcić się w Coś, przemienia się teraz w ekspansję ducha, czyli jego dążenie do ucieleśnienia. Ale duch w którym cała Trójca wyraża swe dążenie na zewnątrz, wciąż jeszcze znajduje się w sytuacji w jakim była przed nim Bezdeń: na zewnątrz nie ma nic - jedynie co mu pozostaje to powrót do samego siebie. I w tym powrocie właśnie mieści się możliwość jego ucieleśnienia bardzo z resztą szczególnego rodzaju. Duch wraca do siebie, przez to że się poznaje, w tym celu jednak musi niejako stanąć przed zwierciadłem, rozdwoić się na siebie i własny obraz. Zwierciadłem w którym się przegląda jest Mądrość Boża. Jest ona kompletnie dziewicza jałowa, w tym sensie, że sama z siebie nie tworzy absolutnie nic.Niemniej zostaje zapłodniona przez wolę w postaci Ducha, który w niej ogląda własny obraz. A obraz to już ciało, jakkolwiek tylko ciało duchowe, idealne. A nie zapominajmy że ów Duch jest syntezą woli i miłości, ich zjednoczeniem, a zarazem wybuchem. Ześrodkowany w miłości wolą bynajmniej być nie przestał, jej treścią zaś było dążenie do przekształcenia NIC w COŚ. Tego dążenia nie może zaspokoić obraz, cielesność idealna. Przeciwnie, właśnie w obrazie własnym duch uświadamia sobie swoje pragnienia bycia czymś. Innymi słowy w tym obrazie następuje prefiguracja stworzenia i trzeba już tylko kolejnego aktu woli, by ciało duchowe, zawarte w Mądrości Bożej, czyli boskim umyśle przybrało postać świata. 

8.KOMPLIKACJE 
Koncepcja dotąd względnie przejrzysta zaczynasię komplikować. Jak widzieliśmy cały czas nakładają się na siebie podziały dychotomiczny trychotomiczny. Z jednej strony niejako tendencje odśrodkowa i dośrodkowa, z drugiej zaś Trójca. W dychotomii wyrażane jest przeciwieństwo, trychotomii jego pojednanie. Innymi słowy w Bogu jest harmonia, ale także walka momentów przeciwstawnych. Miłość skupiona w boskim sercu przynosi ukojenie, ale wola nie wyzbywa się przez to swego pędu, przeciwnie tym bardziej wymaga uzewnętrznienia. Kiedy boskie fiat tworzy świat,jest to wprawdzie świat harmonijny, ale już zróżnicowany. Wyraża się to zróżnicowanie w trzech królestwach trzech archaniołów, w trzech odrębnych sferach, których harmonia ma głosić chwałę Boga. Jednym z tych archaniołów jest Lucyfer, jak sama nazwa wskazuje ten któryniesie światło - Świetlisty. Jest najpiękniejszy ze wszystkich i to właśnie go gubi. Lucyfer miał możliwość ukierunkowania swej woli zgodnie z wolą bożą, a zatem na harmonię. Upojony własnym pięknem, własną mocą kieruje ją na wyłączność (Selbheit). Chce wywyższyć się ponad Boga, miłość własną stawia ponad miłość bożą, przeciwstawia się jej. 

9.PIERWSZA OSOBLIWOŚĆ TEOZOFICZNA. 

Osobliwość teozofii Boehmego polega na przyznaniu buntowi aniołów charakteru twórczego. Nie w sensie manichejskim, jakby zły duch stworzył świat, lecz w tym sensie, że napotkany opór pobudza wolę bożą do dalszego działania. Dotąd miała kontentować się sobą, wszelkie podziały dokonywały się w jej obrębie i nie zakłócały harmonii. Teraz kiedy Lucyfer sprzeciwił się woli bożej, dokonuje się pierwszy podział zasadniczy: trzy królestwa zmieniają się w trzy pryncypia, trzy światy, z których pierwszy jest światem gniewu, ciemności, drugi światem miłości, światła, a trzeci światem widzialnym. W ten sposób Boehme dochodzi do tezy ssystemie swym kluczowej: wszelkie życie jest walką. "Na Tak i Nie polegają wszystkie rzeczy." Wola bez woli przeciwstawnej (Widerwille) jest jałowa, martwa. Wola twórcza wymaga oporu. Mamy zatem u Boehmego swoistą ontologię wartości, która odrzuca zarównomonizm jaki dualizm. Zło nie jest tylko nie - bytem, brakiem dobra, ma charakter pozytywny. Ale chociaż przeciwieństwo dobra i zła jest jak najbardziej realne w świecie nam dostępnym, to równocześnie nie jest to przeciwieństwo absolutne. W Bogu jest dobroi zło, lecz są w nim zawarte potencjalnie. Zaktualizować je może dopiero coś, co się woli bożej przeciwstawi. Dlatego tę wolę nazwać można tylko dobrą. Bóg pragnie harmonii, jest harmonią sam w sobie, ale manifestuje się w walce dobra ze złem. Natura czyli życie, są ich nierozerwalnym związkiem w którym harmonia i dysharmonia nawzajem w siebie przechodzą. 

10.TRZY PRYNCYPIA 

Można rzec że Lucyfer niejako budzi wolę bożą ze stanu błogości. Boehme to słowami, ze jego bunt rozpalił gniew boży. A zatem w pierwszym pryncypium Bóg objawia się jako gniewny, Bóg mściwy, Bóg który mówi w Starym Testamencie "moja jest pomsta". Świat w którym się w tym charakterze objawia jest piekłem dziedziną ognia, który pali i pożera lecz nie świeci. Z kolei w drugim pryncypium Bóg objawia się jako Bóg łagodny, miłujący, miłosierny; jest zatem to świat ognia dobroczynnego, światła. Jest to wciąż jeden i ten sam Bóg. Lecz widziany od innej strony, inaczej się przejawiający. I dopiero zderzenie się dwóch boskich przejawów powołuje dożycia pryncypium trzecie - świat doczesny, w którym oba pierwiastki są zawarte i toczą nieustanną walkę. Innymi słowy istnienie nieba i piekła służy u Boehmego do wyjaśnienia świata widzialnego. Nie są to dwa miejsca odrębne, przedzielone przepaścią, leczdwa pierwiastki wszędzie obecne w rzeczywistości nam ludziom dostępnej. Jeżeli mówimy Bóg króluje w niebie, diabeł w piekle, są to metafory, z konieczności narzucone nam przez nasz język, dostosowany do świata stworzonego. Trzy pryncypia to trzy modi bytu. Dwa pierwsze mają charakter idealny, zatem wiekuisty, w trzecim wieczność i doczesność są ze sobą splątane. 

11.DRUGA OSOBLIWOŚĆ TEOZOFICZNA 

Dobro i zło mają charakter absolutny w sensie ontycznym, relatywny w sensie ontologicznym. Lecz ontologia wykracza już poza możliwości nie tylko zmysłów ale i także rozumu. Dotarcie do niej wymaga szczególnej inspiracji, potem długotrwałego mocowania się z sobą, przezwyciężania naturalnego dążenia do osobowości, wyłączności, dążenia spowodowanego upadkiem aniołów, i przywrócenia mocą własnego wysiłku łączności z absolutem., zerwanej wprawdzie, ale przecież potencjalnie możliwej, wciąż nie zerwanej nieodwracalnie. Druga osobliwość teozoficzna koncepcji Boehmego polega na tym, że łączność natury z Bogiem nigdy nie została bez reszty zerwana. Z punktu widzenia boskiego wszystkie przeciwieństwa mają charakter względny, a więc także przeciwieństwo ducha i ciała. Wbrew luteranizmowi Boehme traktuje naturalne życie jako życie jednie możliwe i w nim samym postuluje zwycięstwodobra nad złem. Wielkość tej koncepcji polega na zakwestionowania bezwzględności wszelkiego dychotomicznego podziału. Boehme faktycznie kwestionuje logikę dwuwartościową. Na jej odrzuceniu zasadza się zakwestionowanie rozumu jako najwyższej władzy poznawczej. 

12.PROCESUALIZM NONPANTEISTYCZNY
Najdobitniej odrzucenie podziałów dychotomicznych przejawia się w problemie panteizmu Boehmego. Panteizm to przeciwstawienie boskiej transcendencji - boskiej immanencji. Obojętne czy w sensie deistycznym czy teistycznym. U Boehmego świat jest boskim przejawem właśnie dlatego że jest boskim tworem. Stwarzanie wyraża Boga jako Stwórcę, ale nie jest ono samym Stwórcą. Stwórczość jest zasadniczą dostępną nam własnością Boga, ta stwórczość przejawia się w stworzeniu i inaczej niż przez stworzenie dotrzeć do Boga nie jesteśmy w stanie. Nie mniej czynność stwarzania a nie jej rezultat jest istotą Boga. Rezultat jest mówiąc językiem Jaspersa, szyfrem transcendencji ustalonym w egzystencji. Więc nie denssive natura, lecz Bóg zarazem w naturze i poza nią. Tym co interesuje Boehmego najbardziej nie jest stan zastany, lecz proces. To przeciwieństwo ma jednak charakter względny podyktowany naszym ograniczeniem do języka dostosowanego do świata stworzonego. Nie chodzi tu o stan i proces, ile o dzieło i twórczość, czyli o osobliwe sprzężenie zwrotne, w którym rezultat nie tylko wyraża proces, lecz sam go wywołuje. 

13.NAUKA O CZŁOWIEKU. 

Boehmego przedstawia się często jako postrenesansowego filozofa przyrody, którego myśli wiążą się z odkryciami przyrodniczymi, alchemią, astrologią. Nie kwestionujemy tych związków, ale nie możemy zapominać, że dziedziny te znaczyły w jego oczach zupełnie co innego niż dziś. Tak czy owak kwintesencją jego nauki jest koncepcja człowieka, już choćby ze względu na to że naprawdę dręczy go problem zła, który zawsze będzie ekstrapolacją problematyki bytu ludzkiego. Człowiek nie jest bynajmniej istotą wydaną na pastwę dwóch niezależnych od niego sił: nieba, któremu podlega dusza, i piekła, które panuje nad ciałem. Więzi człowieka z Bogiem nigdy nie zostały definitywnie zerwane. Już po upadku Bóg wzywa człowieka przed swoje oblicze i wezwanie to oznacza nie tylko zapowiedź kary, ale także odkupienia. Potwierdzenie znajduje ta więź w kolejnych przymierzach Boga z Izraelem, by wreszcie wyrazić się najpełniej w zesłaniu Syna Bożego w ludzkiej postaci. Chrystus nie jest tylko nauczycielem i przebłagalną ofiarą, jest prototypem człowieka nowego, drugim Adamem, który naprawia błąd pierwszego. Nie w tym sensie jednak, w jakim rozumiał to Luter: przez zasługę Chrystusa człowiek może dostąpić zbawienia, a jego udział sprowadza się w zasadzie do wiary w ową zasługę. Chrystus jest u Boehmego nie tylko ucieczką grzesznych, lecz wzorem naśladowania. Nie słowami jedynie, lecz własnym przykładem Bóg wskazuje drogę do Boga. Tutaj zasadza się trzecia osobliwość teozoficzna Boehmego. 

14.TRZECIA OSOBLIWOŚĆ 
Tylko od człowieka zależy czy wkroczy na drogę do Boga. Wkroczenie to zakłada jej uprzednie zrozumienie. Jest trzecią osobliwością myśli boehmowskiej i jednym z podstawowych jej wyróżników, ze stawia człowiekowi niezwykle wysokie wymagania intelektualne, niezależnie od tego, że nie traktuje dyskursywnego rozumu jako najwyższej władzy poznawczej. Istotą sprawy jest tu zrozumienie,że dla człowieka , podobnie jak dla Lucyfera, a potem dla Adama zgubna jest wyłączność, koncentracja woli na sobie samym. Zbawcze zatem będzie wyrzeczenie się wyłączności, czyli poddanie woli bożej. Nie chodzi tu o postawę fatalistyczną, jeszcze mniej o zgodę na predestynację. Chodzi o takie o takie ukierunkowanie własnej woli przy którym jest zgodność z wolą bożą. Posiada ona priorytet absolutny, i prowadzi do wygaszenia wszelkich dążeń wyosobnionych. To poddanie woli bożej jest dobrowolne, zatem czynne, a nie bierne. W tym czynnym poddaniu woli bożej odznacza się stosunek wzajemny Stwórcy i stworzenia. Bóg stworzył człowieka na ziemi, człowiek tworzy Boga w sercu swoim. 

15.MIESZKANIE BOGA 

Człowiek staje się tym, kim chce: chce być diabłem, będzie diabłem, chce być aniołem będzie aniołem. Niebo i piekło nie są poza nami, lecz w nas. Człowiek nie może stać się Bogiem, ale Bóg może w nim zamieszkać. Wbrew woli bożej na pewno się to nie stanie, tylko że Bóg, o czym świadczy zesłanie na ziemię własnego Syna, sam tego pragnie. Chodzi więc o to tylko by ludzkie pragnienie zbiegło się z boskim, by człowiek pragnął zbawienia równie gorąco, jak Bóg pragnie zbawić człowieka. W owym odwróceniu ról nie ma żadnego pomniejszenia Boga. Lucyfer chciał Bogu dorównać, ba nawet przewyższyć go, Chrystus chciał się tylko z Bogiem zjednoczyć, poddać mu się bez reszty. Człowiek ma wolny wybór między drogą Lucyfera i Jezusa. Nie chodzi tu o wybór jednorazowy, po dokonaniu którego człowiek jest uż odrodzony, nie narażony na żadne niebezpieczeństwa. Całe życie człowieka jest jednym nieustającym pasmem dokonywanych wyborów między wspomnianymi drogami. chwila zapomnienia o tym oddaje nas już we władzę wyłączności czyli szatana. Boehme myśli wyłącznie kategoriami procesu: procesem jest kreacja, procesem jest grzech, procesem jest zbawienie. Życie jest zawsze procesem, stanem jest tylko śmierć. A proces to Tak i Nie splecione nierozerwalnie, dopiero śmierć oddziela je definitywnie, dopiero wtedy niebo i piekło zawarte w człowieku ulegają poznawczemu wyabsolutnieniu i jedno z nich duszę ludzką pochłania. 

16.OPTYMIZM BOEHMEGO 
Opozycja czasu i wieczności, skończonego i nieskończonego jest równie względna jak wszystkie inne. Wieczność przeżywamy codziennie, chodzi o to by zdać sobie z tego sprawę. Wieczność istnieje od zawsze - jeśli słowa te w ogóle coś znaczą - a zarazem zaczyna się w każdym z nas na nowo. Czasowość kończy się ze śmiercią, a równocześnie trwa dalej utrwalona w wieczności. Szczęśliwy ten kto sobie zdołał to uświadomić: przed nim bramy raju na pewno staną otworem. JEST TO KONCEPCJA: [1]procesualna, a zarazem nie historyczna, na wskroś metafizyczna, bez żadnego odwołania do dziejów i ich postępu, a równocześnie głęboko zakorzeniona w obserwacji rzeczywistego świata;[2] całkowitej zależności ludzkiego losu od samego człowieka, pojętego jako jednostka;[3] głęboko optymistyczna w czasach wyjątkowo czarnych, uznająca nieuchronność zła po to, by stawić mu czoła, nie przez odwoływanie się do niepojętych zamysłów boskich, lecz przez wydobycie na jaw ukrytej ontologicznej struktury świata, sprężyn jego powstania i istnienia;[4] nieskończonej autorealizacji Boga w świecie, kreatywności bez granic, w której partycypacja od człowieka tylko zależy;[5] która znalazła oddźwięk i odżywała parokrotnie, ale nigdy właściwie nie została należycie doceniona w filozofii. Jak to możliwe? Na to znajdujemy tylko jedną odpowiedź: WYPRZEDZIŁA NIE TYLKO SWÓJ CZAS, ALE I NASZ CZAS.